Wielki czy mały zbiornik?

Data: 2014-02-02 20:30 , autor: Przemysław Ratajczyk , komentarzy: 0

006
Pisząc ten artykuł nie mam zamiaru rozpętać kolejnej wojny, czy lepszy jest na zasiadki wielki zbiornik czy też mniejszy. Łowi się tam i tam. Chcę wam pokazać dla jednych oczywiste sprawy, a dla drugich rozwiać pewne wątpliwości. Pisząc duża woda mam na myśli zaporówkę, mała woda to wiadomo - kilku hektarowy zbiornik, czy to komercyjny, czy tzw. „dziki”. Jadąc na duży zbiornik trzeba się nastawić na obfite nęcenie lub liczyć po prostu na szczęście.

Mając taką wodę w bliskiej odległości możemy pozwolić sobie na regularne nęcenie i to moim zdaniem jest klucz do sukcesu. Jeśli jednak mamy dosyć daleko, warto wtedy zaplanować dłuższą zasiadkę. Potrzebujemy naprawdę dużą ilość zanęty, która jest uzależniona od rybostanu i nie chodzi tu tylko o karpie.  Na tygodniową zasiadkę 50 kilogramów kulek i spora ilość ziarna to podstawa. Wybierając miejscówkę starałem się znaleźć ją blisko domu i wybrałem ją 20 kilometrów od miejsca zamieszkania, co pozwoliło mi na regularne nęcenie z bardzo dobrymi wynikami. Na dodatek tego, jest nas do jednego miejsca dwóch, co pozwala zaoszczędzić czas i pieniądze. Ważne, żeby wybrać sobie dobrą strategię, a nasza wygląda tak, że kończąc w niedzielę zasiadkę na odchodne sypaliśmy 5 kg kulek. Poniedziałek dzień przerwy i wtorek ostre nęcenie i nie ma zmiłuj się, że pada, wieje czy się nie chce! W czwartek poprawka, a piątek zasiadka, do wody idzie dużo kulek minimum 20mm. Kukurydza, konopie, gruby pellet.  Nawet, jeśli nie mamy czasu na zasiadkę warto i tak sobie sypnąć, wtedy wystarczą tylko kulki.

Najważniejsze jednak jest wybranie odpowiedniego miejsca i tu przypomina mi się pewna historia… Kilka lat temu postanowiłem łowić na słynnych Rzeczycach, ale wcześniej nasłuchałem się opowieści, jak to tam w nocy nie idzie spać od nawału brań. Zaplanowałem sześciodniową zasiadkę. Po przybyciu znalazłem wręcz książkowe miejsce. Schemat ten, co zawsze: marker, towar do wody, pewne kulki na włos i bojowe nastawienie. Pierwszy dzień cisza…. W trzecim dniu dzwoni kolega, że u niego biorą jak opętane więc, gdy poszedłem się przywitać doznałem szoku, jedna ryba w podbieraku, a na drugim kiju już jedzie a u mnie piękna cisza. Co się okazało wytypowałem bardzo dobre miejsce wizualnie, lecz karpie omijały je szerokim łukiem z powodu bliskiej odległości śmierdzącego mułu. Dopiero przenosząc miejsce o około 100m dało mi pierwsze oznaki żerowania, lecz mój czas powoli się kończył, ale było warto! 

Łowiąc na zaporówkach trzeba zdać sobie sprawę, że nasze nęcone miejsce będą czyściły nie tylko karpie, lecz i wszędobylskie leszcze, jak również drapieżniki m.in. sumy.

Mój kompan nawet kiedyś złowił na kulkę 5 kilogramowego sandacza (największą mieliśmy radochę wypuszczając go w obecności tych, którzy jeżdżą nie na ryby a po ryby).  Używam najchętniej zestawów standardowych, omijam z daleka za mocno przekombinowane systemy, lecz zawsze polecam strzałówkę. Na włos najczęściej dwie kule 20mm, lub większe z wszelkimi kombinacjami typu bałwanki. Ktoś może powiedzieć, że skutecznie łowi na kulki 16mm, lecz nie doda, że na jednego karpia wyciąga stado leszczy, a to już nie za miłe przeżycie gdy zestawy wywozi się na 200 m albo nawet dalej.

Teraz przejdę do tych małych zbiorników kilkunasto hektarowych żwirowni, urokliwych leśnych torfowych akwenów, zbiorników licencyjnych czy komercyjnych. Ważne jest by nie być zapatrzonym w jedną wodę, bo z czasem będziemy nią znudzeni i dopadnie nas rutyna. Zadaję sobie pytanie, co mi się podoba w małych wodach? Hmm… pewnie to, że trzeba na takich zbiornikach ostro kombinować. Zestawy na dużych zaporówkach mogę śmiało trzymać i trzy dni w wodzie i czekać na branie, ale  dla mnie to się trochę  mija z celem, choć niektórzy z powodzeniem tak łowią. Ta metoda jest dobra, lecz w niektórych przypadkach. Przechodząc do meritum sprawy, na małych wodach łowienie staje się dużo ciekawsze i  trudniejsze.

 Karpie są naprawdę wybredne, jeden karpiarz może mieć branie za braniem, a drugi tylko się przygląda i wyciąga wnioski co robi źle, że w ogóle siedzi bez brania. Ja używam drobniusieńkich pelletów, różnego rodzaju zanęty, pokruszone kuleczki, malutkie haczyki, delikatne zestawy czy wręcz absolutnie topowe sztuczne przynęty niezwykle skuteczne. Każde położenie zestawu jest niezwykle istotne, każdy metr w lewo i prawo ma ogromne znaczenie.

Czasami miałem sytuacje, gdzie zestaw położony pół metra obok nie był skuteczny. Na wszelkiego rodzaju komercjach czy licencyjnych łowiskach jakiegoś wcześniejszego obfitego nęcenia nie polecam bo można narobić tym więcej szkody niż pożytku. Najczęściej robie tak, że jeden zestaw kładę na bałwanka w otoczce kilku kulek z dodatkiem drobnego pelletu i zależnie od pory roku konopie lub kuku z puszki w niewielkiej ilości. Natomiast drugi zestaw to już ostre kombinacje, drobny pellet, konopie, rzepik, pokruszone kulki, sypka zanęta, oleje, bostery… Wszelkiego rodzaju siatki, worki pva. Zestawy bardzo delikatne przypony w różnych kombinacjach drobne przynęty od sztucznej kukurydzy przez malutkie pływaczki, dumbelsy, po okrojone kulki, robactwo czasami też się przydaje szczególnie wczesną wiosną. Jeśli rybki dobrze współpracują można pokusić się o nieco większą ilość zanęty, żeby karpie nie uciekły do sąsiada.

I jedna święta zasada, dla jednych to śmieszne, ale cisza nad wodą to bardzo ważna kwestia bo mogą nam nie pomóc nawet te magiczne kulki! Na koniec chciałem dodać, że każdą taktykę trzeba dobrać do odpowiednich warunków takich jak pogoda, łowisko, czy rybostan danej wody i pamiętajmy by nad wodą popytać czy w danym miejscu już nie nęci jakaś ekipa bo nie ma gorszej rzeczy jak podsiadanie, bo to czyste chamstwo i brak wzajemnego szacunku.

Z karpiowym pozdrowieniem Przemysław Ratajczyk  NO KILL!!!  

Komentarze (0)

2019-12-13 12:40 Pan Kontekstowy napisał:

A0b197f9d69bb1e4a051872f50877d44?s=120&d=wavatar&r=pg
Nie ma jeszcze żadnego komentarza

Napisz komentarz

    Galerie

    Filmy

    Reklama

    Reklama

    Facebook

    Reklama