Przedwiosenny strzał

Data: 2019-03-16 11:00 , autor: Rafał Natanek , komentarzy: 0

Zdj_tytu%c5%82owe
Pierwszą zasiadkę 2019 r. rozpocząłem w sobotę 2 marca w godzinach popołudniowych na urokliwym pożwirowym łowisku „SAZAN” o powierzchni ok 10 ha znajdującym się w małej miejscowości Odra w powiecie wodzisławskim, w woj. śląskim. Opiekunem łowiska jest Koło nr 126 Odra.

Dodam, że zbiornik jest wodą licencyjną PZW, przyciągającą coraz większą rzeszę karpiowych zapaleńców.

Weekend nie zapowiadał typowo wiosennej aury, a nad łowiskiem toczyły się szare chmury.

No cóż.... Jednak w tym momencie dla kogoś, kto całą zimę czekał na ten pierwszy wypad pogoda odgrywała rolę drugoplanową. Po rozpakowaniu rzeczy postanowiłem sprawdzić temperaturę wody w łowisku, która nie przekraczała  6°C. Nic dziwnego, skoro jeszcze kilka tygodni temu woda skuta była lodem. Jak wiemy, we wczesnym przedwiośniu temperatura wody i jej natlenienie odgrywają kluczową rolę i wpływają na żerowanie naszych milusińskich.

Wracając jeszcze do tlenu w wodzie...

Zimą, kiedy woda skuta jest lodem, gospodarze łowiska wraz z karpiarzami KarpKlubu wykonują odwierty i poprzez dyfuzor natleniają wodę. Bez dwóch zdań pomaga to naszym karpiom lepiej przetrwać zimę.
Około godziny 14 postawiłem swoje pierwsze zestawy. Nie jest tajemnicą, co na nich się znajdowało, więc pokrótce napiszę...

Na pierwszym zestawie wylądowała kula CC more Pacific tuna 18mm z dość długim włosem, opatrzona w hak rozmiaru 6, na drugim zaś hak 8 wiązany fluorocarbonem z zaserwowanymi kilkoma ziarnami słodkiej kukurydzy. Zestawy wylądowały kilkadziesiąt metrów od brzegu za podwodnym grzbietem tworzącym wypłycenie do ok 1 m.

Miałem ze sobą wiele karpiowych smakołyków i jedynie do każdego zestawu dołączyłem małą Pva wypełnioną drobnym 4mm pelletem i poćwiartowanymi kulkami key Cray od Nash z dodatkiem oleju rybnego. Zaczęła robić się szarówka i na centralce sygnalizatora odezwało się pierwsze piknięcie...  Chimeryczne brania o tej porze roku to norma... lecz pik sygnałka napawał mnie dużym optymizmem. Nie musiałem długo czekać, gdy na zestaw z kukurydzą zameldował się leszcz - piękna sztuka mierząca ponad 40 cm! Jednak po wyholowaniu rybki szybko wpadło mi w oczy zgluciałe zielsko, pokrywające przypon i trzon haka.

Dzień dobiegł końca....

Nazajutrz przed południem postanowiłem zmienić taktykę i jeden z zestawów opatrzyłem Ronnie-rigiem z hakiem 8. PVA pozostało bez zmian, lecz by było ciekawiej do całej śmierdzącej otoczki dodałem cukierka w postaci 12 mm pop up Citruz od Nash'a. Zestaw poleciał.

Owy cukiereczek spowodował zainteresowanie leszczy, które do zachodu słońca meldowały się właśnie na ten zestaw. Jako, że była późna godzina postanowiłem znów zmodyfikować zestaw przez zwiększenie jego gabarytów, by wyeliminować na noc brania niewielkich leszczy. Dodam, że pomimo zmiany zestawów po holach białorybu pozostawała jeszcze niewielka ilość zielonego glutu z dna. Do wody poleciał kolejny Ronnie ze śmierdzącym jak tygodniowe skarpety PVA. Jednak postanowiłem położyć zestaw na szczycie wspominanego wcześniej podwodnego grzbietu, zatem całość leżała ok 1m od lustra wody. Leszcze odpuściły.... zapadła cisza.... O godz. 2 w nocy postanowiłem kobrą podać 2 garstki kul Cray.  Starałem się nie rzucać w punkt lecz jedynie lekko rozproszyć je wokół łowiska.

Czekałem...

Było kilka minut po godzinie 4 nad ranem, gdy sygnalizator dał o sobie znać wskazując dwa delikatne piknięcia w obie strony... Podszedłem do kija... Skubnięcia powtórzyły się, a ja bez chwili namysłu podniosłem wędzisko.... Ryba ruszyła w kierunku starych ubiegłorocznych grążeli, których resztki pozostały pod taflą wody... Już wtedy wiedziałem, że pomimo chimerycznego brania to nie będzie leszcz...

Tak tak...

Gęba mi się rozjechała, bo wiedziałem, że gdy wszystko pójdzie zgodnie z planem to na macie zagości mój pierwszy karpik tego przedwiośnia.... Jednak opór stawał się coraz silniejszy... Ryba prowadziła swoją gierkę a ja starałem się jedynie utrudnić jej manewry w kierunku resztek grążeli regulując moc hamulca. To było coś niesamowitego! Poziom adrenaliny sięgał zenitu... Gdy ryba znalazła się w zasięgu mojego wzroku ogarnęła mnie nieopisana radość! Zacząłem się modlić, aby jej nie stracić...

Walka trwała  jakieś 20 minut.

Ręce powoli słabły mi od prób wprowadzania ryby do podbieraka, a całość dopieszczał klimat nocki i samotność... Wiedziałem jednak, że mogę liczyć tylko na samego siebie, a utrata ryby byłaby dla mnie wielką porażką.... Cóż więcej napisać... Pierwsza zasiadka roku.... jest przedwiośnie, a ja z łzami w oczach patrzę na kołyskę... :-) Jednak nie było w niej maleństwa... a weteran „SAZANA” - piękny Golas mierzący 97 cm i ważący 25,500 kg, który stał się moim nowym PB o jakim zimą po cichu marzyłem.

Dużo by tu pisać, lecz radości, jaką czuję do teraz nie da się przelać na papier.Mogę jedynie podziękować „SAZANOWI”, który obdarzył mnie tym walecznym koniem w tegorocznym przedwiośniu i wszystkim ludziom, którzy przyczyniają się do tego, że mamy w okolicy tak piękne karpiowe łowisko.

Życzę Wam wszystkim przedwiośnia z taką Petardą!!! i podbicia PB na pierwszych zasiadkach... 
A mojemu koniowi dziękuję za piękne PB, którego z pewnością długo nie podbiję i za to, że przy ważeniu i robieniu zdjęć był bardzo grzeczny (pewnie z racji wieku).

Co do jakości zdjęć... to przepraszam, ale miałem tylko telefon i czołówkę....

Pozdrawiam karpiową brać ;-)
Rafał Natanek

 

Komentarze (0)

2019-08-18 11:29 Pan Kontekstowy napisał:

A0b197f9d69bb1e4a051872f50877d44?s=120&d=wavatar&r=pg
Nie ma jeszcze żadnego komentarza

Napisz komentarz

    Galerie

    Filmy

    Reklama

    Reklama

    Facebook

    Reklama