Obłędna zasiadka

Data: 2018-11-02 21:00 , autor: Grzegorz Gromada, Grzegorz i Tomasz Chaszczewscy , komentarzy: 0

F1
Wybraliśmy się na zbiornik położony w strefie przygranicznej zachodniej Polski. Nasz wybór padł na ogólnie dostępną wodę PZW, taką, jaką lubimy penetrować najbardziej. Pierwsza nocka minęła bez piiika. Rankiem byliśmy wyspani i wypoczęci, ale jednak lekko zawiedzeni.

Zasiedliśmy do porannej do kawy i właśnie w tym momencie rozbrzmiał dźwięk sygnalizatora. Pierwszy odjazd na wędce Grzegorza Chaszczewskiego! Walka była krótka, gdyż ryba spięła się pod zwalonym drzewem, gdzie położony był zestaw.

Rozgięty hak jednej z renomowanych firm. Grzegorz tym razem zawiązał przypon na Centurionie i sytuacja powtórzyła się po 4 godzinach. Centurion zdewastowany! Minęła doba od wywózki, wypływam więc szukać nowych miejscówek, gdyż dopiero poznaję ten zbiornik. Pod moją nieobecność rolka na mojej wędce. Grzechu zacina i rozpoczyna hol, po kilku chwilach wracam pod pomost i kontynuujemy akcję z pontonu. Mój hak wytrzymuje, ale to marne pocieszenie, bo silny karp robi kipisz w gąszczu kapelonów i się spina. Teraz już wiemy, że mamy do czynienia z grubymi skurczybykami. Krótka refleksja i zmiana taktyki. Łowimy na sztywno!

Mija kilka godzin ciszy, kiedy kolega oddala się by pomóc bratu w wywózce. Plan mam taki, że jeżeli będzie branie to będzie ostro po zębach i hol siłowy. Skinieniem głowy kumpel akceptuje strategię. Kwadrans później mamy mega odjazd na jego zestaw spod drzewa. Energiczne przycinam, hamulec kręcony w max, a ryba wybiera linkę. Ręka na szpulę, trzy kroki do tyłu, wszystko napięte do granic wytrzymałości. Czuję na wędzisku potężne kopnięcia. Bardzo powoli wręcz flegmatycznie, ale idzie na prawo. Jak tylko puszczam szpulę, żeby podkręcić plecionkę ryba stosuje desperacki zryw i z całą siłą próbuje wrócić w gałęzie.

Jeszcze kilka takich slalomów i w końcu mam go na otwartej wodzie na środku zatoki! W tym czasie podpływa Grzegorz z bratem Tomkiem. Wywiązuje się krótka rozmowa, ale ja ponaglam - płyń po niego, nie daj mu odpocząć! Dopływają, jednak ryba zakotwiczyła na dnie i ani myśli się ruszyć. I znowu trzeba było użyć dużej siły, żeby oderwać go od dna. Nagle Tomek ogłasza sukces - Mam go!!! Podebrał tego konia wychylając się z pontonu i wkładając pod wodę pionowo podbierak i rękę po łokieć! Chłopaki wracają ze zdobyczą, kładziemy ją na matę. Grzechu na widok swojej życiówki zaniemówił. Tomek twierdzi, że ryba ma 20 kg jak nic, ja stawiam na 25.

Jak okazało się chwilę później, pomyliłem się o niecałe 300 gram. Jakiej wielkości były ryby, z którymi przegraliśmy walkę, trudno powiedzieć. Wiem, że w przyszłym sezonie na pewno posmakują naszych kulek. Myślę, że ten akwen ma wielki potencjał i skrywa wiele tajemnic. Dla nas takie miejsce, to wyzwanie. Na pewno tu jeszcze się spotkamy.

To wszystko mogło się wydarzyć tylko dzięki wspólnej pasji, determinacji i pracy zespołowej! Dziękuję Panowie! To się nazywa Chillout Carp Syndicate!!!

Komentarze (0)

2018-11-19 23:05 Pan Kontekstowy napisał:

A0b197f9d69bb1e4a051872f50877d44?s=120&d=wavatar&r=pg
Nie ma jeszcze żadnego komentarza

Napisz komentarz

    Galerie

    Filmy

    Reklama

    Reklama

    Facebook

    Reklama