Mistrzostwa Europy Juniorów – wielka przygoda.

Data: 2017-11-12 10:00 , autor: Kamil Zychma , komentarzy: 0

Zdj%c4%99cie_tytu%c5%82owe
Wszystko zaczęło się od tego, że kolega Marcin podesłał mi link do strony Carpadventure, gdzie znajdowały się informacje o poszukiwaniu reprezentantów Polski na wyjazd na Mistrzostwa Europy Juniorów na łowisko Katlov w Czechach. Byłem przekonany, że nie mam szans, ale po długich rozmowach z Marcinem zdecydowałem się wysłać zgłoszenie. Po długim oczekiwaniu na wyniki dowiedziałem się, że ja oraz Kacper Dowksza jedziemy na bardzo dużą i prestiżową imprezę.

Było to dla mnie wielkie zaskoczenia a także wyróżnienie. Bardzo staranie zacząłem się przygotowywać do tej imprezy i uzyskiwać jak najwięcej informacji o łowisku. Bardzo dużo pomógł mi w tym mój najlepszy nauczyciel, a także przyjaciel z KarpKlubu, od którego bardzo dużo się nauczyłem i dzięki temu udało mi się zostać wybranym, a chodzi oczywiście o Marcina. Za to dziękuję mu z całego serca. Od naszego kapitana oraz organizatora wyjazdu - Arka dowiedziałem się, że udało mu się nawiązać współpracę z takimi firmami jak Max Carp, Rawplux, a także Carpadventure i dzięki tym firmom byliśmy wyposażeni w bardzo dobry towar, a także profesjonalnie ubrani. Za to wielkie podziękowania dla nich, bo bez nich ten wyjazd nie doszedłby do skutku. Wszystko przygotowane, cały sprzęt spakowany, chłopaki w trasie od rana, a ja z niecierpliwością czekam na nich w domu. Późnym wieczorem zgarniają mnie z domu i już w komplecie kierujemy się na Katlov. Na łowisku meldujemy się bardzo późno około godziny 3 w nocy, szybkie rozbicie namiotów, wstawienie łóżek i kładziemy się spać.

Rano potwierdzamy swoją obecność u organizatorów i idziemy rzucić okiem na łowisko, gdzie będziemy walczyć o zwycięstwo. Później udajemy się na zwiedzanie stolicy Czech, czyli Pragi.

Po kilku godzinach zwiedzania udajemy się pociągiem do Kutnej Hory, gdzie po drodze spotkały nas małe przygody, takie jak palący się nasz wagon, ale na szczęście nic nikomu się nie stało i szczęśliwie dojechaliśmy na miejsce, gdzie przeszliśmy uliczkami na uroczyste otwarcie. Nadszedł czas losowania. Kacper z koszyka wyciągnął nr 9 i od razu skierowaliśmy wzrok na mapkę i już wiedzieliśmy, że mamy płytszą część łowiska i jak się później okazało - było to samo stanowisko, które miały dziewczyny rok wcześniej.

Do końca dnia mieliśmy czas na rozmowy, a także obserwację wody. Następnego dnia praca zaczęła się wczesnym rankiem - szybkie przetransportowanie sprzętu na stanowisko i bierzemy się do roboty. Szybko rozbijamy obozowisko i zabieramy się za sondowanie. Ja wybrałem sobie prawą stronę, Kacper lewą i tam każdy znalazł coś ciekawego. Wytypowałem sobie dwa miejsca, jedno bardzo blisko niedużej wysepki, a drugie bardziej na otwartej wodzie. Taktykę obraliśmy już wcześniej, wykluczyliśmy ziarna, a także pellet, ponieważ dowiedzieliśmy się, że w łowisku znajduje się bardzo dużo małej ryby, a takiej chcieliśmy uniknąć. Zawody zaczęły się dla nas znakomicie - Kacper zaczął bardzo szybko łowić pierwsze ryby i już punktowaliśmy! Ja na pierwsze branie musiałem trochę poczekać, ale byłem tego świadom, ponieważ postawiłem bardzo duże przynęty, aby zrobić selekcję i to mi się udało. Wybrana taktyka dawała nam mega efekty, bardzo szybko złowiliśmy komplet ryb i zapunktowaliśmy także pierwszym linem, który też był nagradzany. Noc, a także większość dnia przebiegła bez jakiś rewelacyjnych efektów. Na szczęście motywacja Arka do pracy przyniosła nam wieczorem dwie naprawdę ładne ryby, które podniosły nas wysoko do góry.

Brania nie ustawały nie dając nam ani chwili odpoczynku, ale my potrzebowaliśmy jednej dużej ryby, która będzie miała powyżej 16kg i da nam miejsce na podium. Ostatniej nocy udało nam się wypracować branie takiej ryby, jednak po ponad 40 minutowym holu ryba spięła się przy samym podbieraku. Niestety, tak już to w tym naszym przepięknym hobby bywa, że nie zawsze wychodzi się zwycięsko z holu. Zabrakło nam naprawdę niewiele do podium. Na pewno każdy z nas włożył w ten wyjazd całe swoje serce i nie możemy zarzucić sobie, że zbrakło nam zaangażowania, a także serca. Daliśmy z siebie wszystko, niestety zabrakło nam trochę szczęścia. Podsumowując zatem - był to naprawdę mega wyjazd, gdzie nabraliśmy nowych doświadczeń i poznaliśmy bardzo dużo fajnych osób. Ja na sam koniec chciałbym podziękować Arkowi, Kacprowi no i najmłodszym pomocnikom za naprawdę fajny wyjazd! Było mega! Nie mógłbym także zapomnieć o Was – chłopaki z KarpKlubu! Dziękuję Wam za wszystkie wskazówki, nauki, a także wsparcie! Jesteście Wielcy! Dziękuję!!!

Komentarze (0)

2018-01-24 00:29 Pan Kontekstowy napisał:

A0b197f9d69bb1e4a051872f50877d44?s=120&d=wavatar&r=pg
Nie ma jeszcze żadnego komentarza

Napisz komentarz

    Galerie

    Filmy

    Reklama

    Reklama

    Facebook

    Reklama