CC Moore – Odyssey XXX na zapomnianej wodzie

Data: 2018-11-26 10:00 , autor: Adam Herman , komentarzy: 0

Zdj_1
Końcem sierpnia zaplanowałem sobie pięciodniową zasiadkę na „zapomnianej” wodzie. Czytelnicy, którzy przeglądają nasze artykuły, wiedzą, że chodzi o wody, które z różnych przyczyn nie podlegają PZW i często już są przetrzebione przez nie do końca uczciwych wędkarzy, nazwijmy ich po imieniu „kłusowi”. Szczęście w nieszczęściu, nie wszystkie ryby „pozwolą” się złapać i część z nich zawsze gdzieś się uchowa.

Właśnie takie okazy są wyzwaniem dla nas karpiarzy, a złowienie   takiej ryby można śmiało nazwać trofeum i wynagrodzeniem za nasz trud i poświęcenie. Ryby z takiej wody często bywają nieufne, nie znają naszych przynęt, mijają je z daleka i trzeba trochę czasu do przyzwyczajenia ich, poprzez dłuższe nęcenie. Ja natomiast podszedłem do tematu z innej strony, bardziej ryzykownie, ale widocznie skutecznej. Nie stosowałem wcześniejszego nęcenia, a dopiero po znalezieniu odpowiednich dwóch miejscówek podałem sporą dawkę żarcia. Zapachowo potrzebowałem czegoś, co ryby znajdują na co dzień, mam na myśli muszle, robaczki itd. Kulki Odyssey XXX w liquidzie GLM Extract właśnie takie są. Liquid ten stworzony jest na jednym z najczystszych ekstraktów z małży. Doskonale nadaje się do kulek, pelletów i ziaren. Co do kulek z serii Odyssey to trzeba uważać, bo drobnica wręcz je uwielbia. Często wyciągałem same haki lub mocno wydzióbane kuleczki. Aby temu zapobiec wybierałem dwie opcje, albo suszyłem kulki na tzw. kamień, albo stosowałem hakówki w wersji Hard. Dodatkowo białe pop’upy z tej serii świetnie współgrają z kulkami tonącymi, ale same stosowane np. do chod riga też potrafią zdziałać cuda, na bezowocnej zasiadce.

 

Do owej sierpniowej zasiadki przygotowałem się następująco - 5kg kulek, 30kg kukurydzy, 15kg orzecha tygrysiego i 20kg pelletu. Na zasiadce asystował mi Kamil z Karpklubu i gdyby nie on, nie cieszyłbym się piękną „dziką” rybą, która dała mi zdrowo popalić, wożąc nas na pontonie prawie godzinę. Na szczęście po kilku próbach udało się go podebrać. Dopiero na brzegu w całości mogłem podziwiać swój „okaz” i nowe PB Amura. Waga? 18+ z tej wody, to dla mnie spory sukces.

Cieszyło mnie także to, że z dwóch wytypowanych przeze mnie miejscówek miałem brania. Czyli taktyka się sprawdziła. Na koniec dziękuję Kamilowi za świetną zasiadkę i podebranie mojego „okazu”. Szkoda, że jemu nie udało się w ostatnią noc wyciągnąć kabana, który spiął się w zielsku.  Jednak wiem jedno, jeszcze tam wrócę!

Komentarze (0)

2018-12-13 09:15 Pan Kontekstowy napisał:

A0b197f9d69bb1e4a051872f50877d44?s=120&d=wavatar&r=pg
Nie ma jeszcze żadnego komentarza

Napisz komentarz

    Galerie

    Filmy

    Reklama

    Reklama

    Facebook

    Reklama